27 III 1927

Jacek Kajetan Sempoliński urodził się w Warszawie jako syn Leonarda, fotografika (1902-1988) i Eugenii z domu Kozłowskiej.

1935 - 1943

Naukę w szkole powszechnej rozpoczął w 1935 w Legionowie. W 1940 ukończył VI klasę szkoły powszechnej nr 161 przy ul. Ożarowskiej w Warszawie. Następnie uczył się w prywatnym gimnazjum handlowym im. Marii Berutowej przy ul. Wierzbowej w Warszawie.

1943 - 1944

Uczył się w konspiracyjnej Szkole Malarstwa i Rysunku im. Konrada Krzyżanowskiego w Warszawie, prowadzonej przez Adama Rychtarskiego.

Prywatna Szkoła Malarstwa i Rysunku została założona przez Konrada Krzyżanowskiego w 1900, reaktywowana w 1918. W latach 1919-1922 asystentem Krzyżanowskiego był Adam Rychtarski. Od 1922 aż do Powstania Warszawskiego szkoła kontynuowała pracę pod jego kierunkiem jako Szkoła Malarstwa i Rysunku im. Konrada Krzyżanowskiego. Mieściła się na najwyższym piętrze kamienicy przy ul. Poznańskiej 23.

Obraz twórczości i działalności tego znakomitego artysty powinien być czysty i nie zmącony niczym co przypadkowe, niczym co wobec tej twórczości zewnętrzne. Mamy bowiem przed sobą jego dzieła. Jeśli jednak wspominamy niełaskawe dzieje recepcji sztuki tego malarza to dlatego, że można tu dostrzec zagadnienie ogólniejsze. I Rychtarski będzie wtedy zjawiskiem objętym pewną prawidłowością. Nie raz bowiem życie i twórczość artysty biegło niedokładnie dostrzeżone i nie raz wypływało po latach jako ważny wkład w kulturę. Rychtarski nie jest osamotniony – tkwi w grupie tych wielu, co pojmowali swe powołanie na tyle serio, że wszelkie zabiegi popularyzacyjne uważali za nie dość istotne. Zbyt pochłonięci byli samą sztuką by starczyło im energii na wychodzenie ku ludziom. A ludzie są w tym posłuszni: odwzajemniają bardzo chętnie brak zainteresowania. […]

Adam Rychtarski należał do pokolenia, w którym malarz był artystą. Nie czas wyjaśniać co to znaczy. Wystarczy, że przypomnimy sobie znaczenie artyzmu. Wszystko co robił naznaczone jest piętnem konieczności wewnętrznej, wielkością ale i znikomością twórczości. Wszystko odnosi się do prawd ukrytych. […] Rychtarski miał tę cechę dawnych artystów, że studium było jego codziennością. Ono stanowiło lekcję skromności, było pomostem, dzięki któremu nie wiadomo kiedy jabłka na talerzyku przenoszą nas w uogólniony obraz egzystencji. Studia te malowane były w nabożnym skupieniu i my, uczniowie, ten stan skupienia panujący w pracowni naszego Profesora odczuwaliśmy i zapamiętaliśmy.

Jacek Sempoliński, fragment wstępu do katalogu: Adam Rychtarski (1885-1957). Malarstwo, Zachęta, Warszawa 1981

1944 / 1945

Podczas Powstania został wysiedlony z Warszawy, końca wojny doczekał w Podkowie Leśnej.

1945 - 1946

W 1945 został przyjęty do I Miejskiego Gimnazjum Handlowego przy ul. Brzeskiej w Warszawie, które w tymże roku ukończył, uzyskując tzw. małą maturę. Dłuższa choroba uniemożliwiła mu wstąpienie na studia bezpośrednio po ukończeniu szkoły średniej.

1946 - 1951

Studiował malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Przez pierwsze cztery lata (do roku akademickiego 1949/50) jego profesorem malarstwa sztalugowego i ściennego oraz rysunku był Jan Seweryn Sokołowski. W 1950 nastąpiła reforma uczelni, która po połączeniu się z Wyższą Szkołą Sztuk Plastycznych przyjęła nazwę Akademii Sztuk Plastycznych. Jednym ze skutków tej reformy było wydłużenie czasu studiów z dotychczasowych 4-letnich na 5-letnie. Na V roku (1950/51) studiował malarstwo pod kierunkiem prof. Eugeniusza Eibischa. Poza malarstwem i rysunkiem zaliczył następujące przedmioty: historię sztuki u prof. Ksawerego Piwockiego (II-IV rok), historię doktryn artystycznych u prof. Juliusza Starzyńskiego (V rok) oraz technologię malarstwa, perspektywę, anatomię, kompozycję brył i płaszczyzn. Podczas wakacji przebywał w domu plenerowym ASP w Suffczynie (w 1946, 1947 i 1948).

– Czy pamięta Pan Profesor wystawę „Młodzież walczy o pokój” – 1950 rok? […]
– Pamiętam, oczywiście, to nawet połączone było z dramatycznym momentem mojego życia… […]
Dyrektywy socrealistyczne były już w Akademii obecne, ale ja się do nich nawet nie przymierzałem. Natomiast ogólna atmosfera była taka, czy nie należałoby przełamać wypielęgnowanych estetyzmów, uformowanych na modelu kapistowskim. Zastanawiano się, czy nie są one ograniczeniem sztuki, podobnie jak brutalne założenia socrealizmu, dyskutowano nad wyprowadzeniem malarstwa z ogrodu postimpresjonistycznego na drogę artystycznie bardziej surową i ideową. I wtedy właśnie powstała myśl o zorganizowaniu ogólnopolskiej wystawy młodych. […] Rozdawano farby, blejtramy – i pomyślałem sobie, a było to akurat przed wakacjami, że może się skuszę. […] Wziąłem to wszystko do Kazimierza i zacząłem się do całej tej idei przymierzać. Wybrałem sobie jako temat epizod z wojny domowej w Hiszpanii. Byłem wówczas zafascynowany Hiszpanią, kulturą hiszpańską, wyobrażonym krajobrazem hiszpańskim – więc pomyślałem sobie, że przedstawię właśnie sceną w krajobrazie: w tle jakieś Toledo, z przodu coś się dzieje, jakiś zabity…
I zacząłem to malować. Koleżanka miała ze sobą aparat fotograficzny więc ułożyłem kolegów na kamieniach w odpowiednich pozach, ona mi to parokrotnie sfotografowała, przystąpiłem do malowania i… w połowie pracy to wszystko porzuciłem. Nawet nie ze wstrętu, tylko ze świadomością, że to nie jest mój temat, nie moja droga, więc nie ma powodu się przymuszać i okłamywać. […]

Więc był to moment dramatyczny: spróbowałem i odpadłem. Odpadłem ze świadomością, że ta droga jest dla mnie zamknięta, że życie moje muszę ukierunkować inaczej. Nie wiedziałem tylko, czym za to zapłacę. Przyszłości nie dało się przewidzieć. Każdy się liczył z tym, że być może całe życie w Polsce zejdzie mu na malowaniu socrealistycznych obrazów. […]
Wkrótce potem skończyłem studia nie robiąc dyplomu. Dlatego, że praca dyplomowa polegała na namalowaniu kompozycji tematycznej. […] Miałem absolutorium wpisane do indeksu – czyli ukończone studia. Na tej podstawie mogłem już zapisać się do ZPAP.

Polski socrealistyczny epizod i mój z nim epizod prywatny sprawiły, że pomyślałem sobie: może w takim razie zajmę się scenografią. Miałem do tego smykałkę jeszcze z dzieciństwa, poszedłem więc na wydział scenografii, gdzie gwiazdą był wtedy Daszewski, wybitny scenograf, uchodzący za niezmiernie srogiego profesora, który ścina każdego, kto się do niego zbliży. […] Potem zdarzył się „Arsenał”, zaangażowałem się w malarstwo i oświadczyłem Daszewskiemu, że ze scenografii rezygnuję. Zrobił mi dziką awanturę […].

Jacek Królak, „Arsenał”. Praca magisterska wykonana pod kierunkiem prof. Jacka Sienickiego, Akademia Sztuk Pięknych, Wydział Malarstwa, Warszawa 1988, mpis w Muzeum ASP

1949 - 1952

Współpracował z Janem Sewerynem Sokołowskim przy jego projektach monumentalnych: plafonu w Teatrze Narodowym (1949, spłonął w marcu 1985) i konkursowym projekcie wnętrz warszawskiego metra (1952). Oficjalnie jego nazwisko nie figuruje w dokumentacji tych prac, bowiem jako student nie był jeszcze do tego uprawniony.

1951 - 1953

Po ukończeniu V roku malarstwa wystąpił o absolutorium (które otrzymał 6 XI 1951), wstępując jednocześnie na Wydział Scenografii, gdzie studiował w latach 1951/52 i 1952/53 pod kierunkiem prof. Władysława Daszewskiego. Od 1952 łączył naukę z pracą zawodową. 1957).

przed V 1952

Zdobył I nagrodę na ogólnopolskiej wystawie prac studentów scenografii, odbywającej się w ASP w Warszawie.

26 V - 23 VII 1952

Uczestniczył w I Ogólnopolskiej Wystawie Architektury Wnętrz i Sztuki Dekoracyjnej w CBWA Zachęta, Warszawa, prezentując na niej makietę scenografii do „Andromachy” Racine’a.

1952 - 1953

Pracował jako asystent scenografa Teatru Narodowego (jednocześnie jego profesora na ASP) Władysława Daszewskiego, m. in. przy scenografii do „Zemsty” Fredry (za inscenizację tę zespół: Bohdan Korzeniewski, Władysław Daszewski i Jan Kurnakowicz otrzymał w 1953 Nagrodę Państwową II stopnia).

1953 - 1957

Działając w zespole z Janem Sewerynem Sokołowskim i Zofią Czarnocką-Kowalską, a także samodzielnie, zaprojektował i wykonał dekoracje (sgraffito i polichromia) odbudowanych kamieniczek Starego i Nowego Miasta w Warszawie: Rynek St. Miasta 8 i 22/24 (w zespole), Rynek Nowego Miasta 4 oraz ul. Nowomiejska 17 (samodzielnie).

22 VII 1953

Otrzymał Państwową Nagrodę Artystyczną II stopnia (zespołową) – za twórczy wkład w realizację polichromii Rynku Starego Miasta w Warszawie.

1954

Otrzymał Złoty Krzyż Zasługi (za prace przy polichromii kamieniczek na warszawskiej Starówce).

I - III 1955

Odbywał służbę wojskową w Warszawie.

…kiedy akurat do malarstwa ściennego się zniechęciłem, powstała idea wystawy w Arsenale. W pracach organizacyjnych i rozmowach – natężonych – nie mogłem brać udziału dlatego, że złapano mnie do woja. Byłem w wojsku trzy miesiące, wprawdzie w Warszawie, wykonywałem jakąś pracę biurową w WKR-ze, mieszkałem w domu, ale wszystko jedno: było to tak przygnębiające, że nie miałem już siły, żeby gdzieś jeździć i uczestniczyć w rozmowach.

Z wojska wyszedłem 1 kwietnia, kiedy ustalony był już termin składania prac na wystawę. W międzyczasie jednak udało mi się uprawiać malarstwo, pomimo teatru i innych zajęć, oczywiście nie w takim rozmiarze, w jakim należało, ale jednak malowałem sporo obrazów. Po wyjściu z wojska mogłem skończyć obraz, który malowałem dorywczo. Zaniosłem ten i jeszcze dwa inne […] ostał się jeden, martwa natura, do której przywiązywałem największą wagę.

I ten moment był dla mnie niezmiernie ważny – dlatego, że na powrót skonsolidował mnie ze środowiskiem malarskim po tych wszystkich przygodach i zniechęceniach. Uświadomił mi właściwą drogę: że nic innego nie może w moim życiu istnieć ponad malarstwo.

Jacek Królak, „Arsenał”… jw.

Niezależnie od tego, jak młodzi ludzie ustosunkowywali się do formuł kapistowskich, wyczuwali ową zgodność idei i realizacji, z jaką spotykali się w pracowniach i w rozmowach z profesorami. Rozumieli, że sztuka jest sposobem manifestowania światopoglądu, jest z nim immanentnie złączona i nawet jeśli nie zawsze sam światopogląd i sama doktryna plastyczna zgodna była z przeczuciami młodych, to właśnie owa integralność była pociągająca. Tamci młodzi głęboko wierzyli sami w integralność, spełniała ona ich marzenia o wielkiej sztuce, o humanistycznej koncepcji życia.

Pod sam koniec lat czterdziestych zaczęły docierać do Akademii wieści o nowym, powszechnym kierunku w sztuce – o realizmie. Nazwany on został socjalistycznym. Te wieści przenikały z prasy, z publikacji, z sesji naukowych, z rozmów z kolegami wtajemniczonymi w przebieg życia politycznego. Ukoronowaniem tego okresu był sławny zjazd szkól artystycznych w Poznaniu połączony z gigantyczną studencką wystawą przeglądową. Następnie zmontowano w warszawskim Muzeum Narodowym równie gigantyczną wystawę młodych już całkowicie poświęconą realizacji nowej doktryny. W tym też czasie odbyła się pierwsza realistyczna wystawa ogólnopolska „dorosłych”. Lata 1949-50 – to okres wielkiego zamętu w pojęciach, wielkich przewartościowań; okres protestu jednych, wielkich nadziei innych. Oto miało powstać coś, co będzie prawdziwie nowe, niezależne od École de Paris, coś co w swym uniwersalizmie ma szansę stać się prawdziwie wielkim okresem sztuki. Wszystkie luki nowej doktryny, jej prymitywizm obdarzano jakby ulgową taryfą, najwyżej były tematem dowcipów czy fragmentarycznych rozdrażnień. Na ogół bowiem młodzi, ale nie tylko młodzi, zafascynowani byli możliwością odmiany, ciekawością nowego i nieznanego, ciekawością sztuki, którą sami przecież bez wzorów mieli zrobić. Do ogólnopolskiej wystawy młodych środowisko warszawskie przygotowywało się bardzo poważnie. Rozdzielono stypendia, materiały malarskie, organizowano dyskusje. Dyskusje zresztą toczyły się też w trybie prywatnym. Ówczesne kawiarnie, zgrupowane w pobliżu Akademii, ze słynnym „dołkiem” na czele, wrzały od rozmów, kłótni; rodziły się pomysły i koncepcje. Nawet sceptycy „nowego” pociągnięci zostali intensywnością tamtej atmosfery. Wreszcie wystawa została otwarta. Była ona wielkim zaskoczeniem i… rozczarowaniem. Coś, co miało być wielkie, stało się przeciętne, by nie rzec – mierne czy wręcz kiepskie. […] Ale nie sam wygląd wystawy tak głęboko rozczarował młodych malarzy. Również coś głębszego. Wielu bowiem potraktowało sztukę realizmu socjalistycznego jako szansę wielkiego eksperymentu, jako drogę twórczą, gdzie nie tylko można malować nowego typu obrazy, ale – i przede wszystkim – znaleźć w żmudnym trudzie nowy rodzaj integracji światopoglądu z praktyką artystyczną. Wszyscy przecież, jak wspomniano, wierzyli głęboko w tę integralność. Dla wszystkich sztuka była sposobem manifestowania idei i światopoglądu. Tym żyli i przed Akademią i już jako studenci w pracowniach swych mistrzów. I jeśli większości znudził się już kapizm, to jednak nikt nie chciał się rozstać z potrzebą integralności – ona nie znudziła się nikomu. Ci, którzy przeżyli głęboko wstrząs wojenny, nawet załagodzony radością odnowy życia po wyzwoleniu, pragnęli znaleźć wyraz dla tamtego wstrząsu i dla rzeczywistości powojennej. Młodzież miała potrzebę zaktywizowania złóż świadomości, w których głęboko zakorzeniły się doznania historyczne, przełożenia na język sztuki tych ze swych poglądów, które wytworzył ów bieg historii najnowszej. Towarzyszyła temu nadzieja, że w spokoju i pracy artystycznej można będzie dokonać wielkiego „przegrupowania” estetyk, doktryn, nawyków własnych, chwilowych zamiłowań; że zaczynając niejako od zera, poprzez twory nieudane lub częściowo tylko zrealizowane uda się dojść do dobrych rezultatów. Te szczytne ambicje w praktyce życia artystycznego zostały zachwiane. Nie ma powodu rozwodzić się szerzej nad właściwościami omawianego okresu – dokonano już dawno z nim rozrachunku. Warto natomiast podkreślić wagę istotnego, wykraczającego jakby poza samą plastyczność, kryzysu, jako dotknął ambitniejszą część młodzieży. Zachwiana została oto wiara w możność integrowania światopoglądów i postaw z praktyką artystyczną. To wszystko, czym z głębokiego przekonania powodowano się w sztuce – czy to wspominając dawne wzory, czy uprawiając estetykę koloryzmu, czy próbując estetyki realizmu – zostało zachwiane. Ta jedność osoby tworzącego i jego utworów, istniejąca skroś poglądów i kierunków jako główny motyw działania, rozbiła się. […]

W tej atmosferze powstał pomysł zorganizowania nowej wystawy młodych w okresie mającego się odbyć w Warszawie Światowego Festiwalu Młodzieży. Jak wiadomo, wystawa została otwarta w salach warszawskiego Arsenału. Stała się historyczną już manifestacją artystyczną. Na jej temat pisano wiele i pisze się wciąż na nowo. Nie warto więc powtarzać tutaj tego, co przeczytać można gdzie indziej. Z jedną wprawdzie poprawką: zawsze podkreśla się w publikacjach o Arsenale cechy niejako stylistyczne tej wystawy. Jej ekspresjonistyczny charakter (często obcego pochodzenia), nawet epigonizm, tradycjonalizm, brak propozycji idących w kierunku awangardowych nurtów sztuki światowej. Niezależnie od tego, ile w tych charakterystykach i krytykach wystawy było słuszności, na ile diagnozy były rzetelne i pogłębione, wypada podkreślić jedną cechę istotną. Arsenał, potocznie nazwany świetną wystawą słabych obrazów, był nową próbą stworzenia modelu sztuki, gdzie powrócić miała po latach uśpienia integralność artysty, owa zgodność praktyki z postawą, idei z jej rozwiązaniem. Jeśli wziąć pod uwagę tę perspektywę, Arsenał nie był odświeżeniem ducha wystaw ogólnopolskich, a wystaw tych zaprzeczeniem. Dlatego był tak pociągający, dlatego inne środowiska twórcze (literaci, muzycy) zazdrościli go nam. San duch Arsenału był zjednujący, a nie estetyka ekspresjonistyczna. Siła autentyzmu i tożsamości artystycznej pokonywała wiele oporów. Współczesne życie w jego wieloplanowości, koszmar wojny i totalitaryzmu zadźwięczały w sposób przekonywający. Nie brak było na wystawie również prac będących pogłębioną refleksją o samej egzystencji ludzkiej, o potrzebach niejako odwiecznych człowieka. Była to więc manifestacja sztuki złożona i skomplikowana, „trójwymiarowa”, a przez swą zgodność idei z artyzmem budząca nadzieje na przyszłość.

Jacek Sempoliński, Malarstwo w ASP w latach 1946-1955 [w:] Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie. Zeszyty Naukowe, Zeszyt 1/7/1984, s. 26-30

VII - IX 1955

Wziął udział w Ogólnopolskiej Wystawie Młodej Plastyki pod hasłem „Przeciw wojnie – przeciw faszyzmowi”, zorganizowanej z okazji V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów w Warszawie. Wystawa miała miejsce w gmachu Arsenału na ul. Długiej, od którego wzięła nazwę.

Za obraz „Martwa natura z zegarem” otrzymał nagrodę (jedną z 41 równorzędnych). Obraz został zakupiony przez Ministerstwo Kultury i Sztuki za 2500 zł; obecnie znajduje się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie.

Uczestniczył też w zredukowanej edycji wystawy w Arsenale pn. „Junge Generation. Polnische Kunstausstellung. Malerei, Bildhauerei, Plastik”, eksponowanej w Berlinie (NRD) i Lipsku w 2. połołowie 1956.

W istocie „Arsenału” to było pociągające, że nie było tam żadnej dyrektywy stylistycznej, takiej jak np. realizm, abstrakcjonizm, surrealizm itd. Była idea otwartości i rzetelności powiedzenia prawdy o sobie w zderzeniu z rzeczywistością. Nie było tworzenia a priori żadnych dyrektyw. W takiej postawie zawarte są wartości egzystencjalne, na które człowiek jest skazany nieodwołalnie. Nie uwolni się od nich, nie uwolni się od samego dramatu twórczości. Malarstwo w taki sposób ujawniające tę ludzką niewolę wobec bytu ma odcień wyroku. Czasem nawet wyroku głównego. Otóż, ludzie tworzący „Arsenał” to tacy właśnie skazańcy, którzy nie mogli, nie byli w stanie manewrować swoją twórczością, którzy mogli być tylko takimi, jakimi są. O ile pamiętam, to było nam ze sobą nieźle.

Publiczność wobec sztuki, „Biuletyn Rady Artystycznej ZPAP” 1979 nr 2 (135) s. 11

19 X 1955 - 11 I 1956

W związku z planowaną pracą na ASP podjął starania o uzyskanie zaległego dyplomu.

W podaniu o przyznanie dyplomu z 19 X 1955 „z powodu objęcia stanowiska asystenta na wydziale architektury ASP” (por. 1 I 1956) pisał: „Składając niniejsze powołuję się na prace wystawiane na wystawach (okręgowa 1954 i festiwalowa w Arsenale – nagrodzona), prace z zakresu malarstwa ściennego na Starym Mieście (nagroda państwowa II stopnia i złoty krzyż zasługi) oraz prace przedstawione Komisji Dyplomowej w liczbie pięciu.”

Na podstawie tych prac i wymienionych w piśmie osiągnięć Komisja Dyplomowa ASP decyzją z dn. 11 I 1956 przyznała mu dyplom z malarstwa.

1 I 1956

Podjął pracę pedagogiczną w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, którą kontynuował do do 30 września 2004, kiedy to przeszedł na emeryturę. Do 1977 uczył na Wydziale Architektury Wnętrz (od roku akad. 1971/72 nosił on nazwę Wydziału Projektowania Przemysłowego), gdzie zajmował kolejno następujące stanowiska:

  • od 1 I 1956 zastępca asystenta w pracowni malarstwa i rysunku prof. Zofii Czarnockiej-Kowalskiej
  • od 1 X 1956 asystent tamże
  • od 1 X 1961 adiunkt
  • od 1 X 1964 wykładowca
  • od 1 XII 1969 starszy wykładowca
  • od 1 I 1973 docent
  • od 1 IV 1988 profesor nadzwyczajny
  • od 1 XII 1991 profesor zwyczajny

 

Od chwili wyodrębnienia się z wydziału, w którym dotychczas wykładał, nowego Wydziału Wzornictwa Przemysłowego, co nastąpiło w 1977, był jego pracownikiem naukowym. Od roku akademickim 1980/81 pełnił funkcję kierownika Katedry Malarstwa i Rzeźby (z przerwą od II 1983 do VIII 1985, kiedy katedrą, noszącą wówczas nazwę Katedry Kształcenia Ogólnoplastycznego, kierował Grzegorz Kowalski).

J. S.: […] Artysta jest to dla mnie taki człowiek, który ma powiedzieć o czymś prawdę. I już. Rozróżniać można tylko pomiędzy takimi, którzy mówią prawdę i takimi, którzy mówią nieprawdę, a jak tę prawdę wytropić, no to już jest sprawa bardzo trudna. To na Sądzie Ostatecznym dopiero się ściśle rozstrzygnie. Na razie nie.

M. B.: Jak zatem ma się do tego problem oceniania dzieł sztuki z pana punktu widzenia jako profesora ASP w Warszawie? Skoro niełatwo wytropić nieprawdę, jak można rzetelnie i obiektywnie oceniać obrazy stawiając piątkę czy dwójkę za sztukę? Czy ma pan jakieś stałe kryterium, według którego ocenia pan studentów?

J. S.: Nikt z nas nie wymyśla kryteriów tak od razu, od punktu zero. Z pokolenia na pokolenie przejmuje się jakiś zespół kryteriów. Jeśli mowa o naszej akademii, to od początku jej istnienia tak przepływają i dopłynęły do naszych czasów. Istnieje według mnie kilka podstawowych praw, według których można oceniać (oczywiście w dużym przybliżeniu) utwór plastyczny. Margines dowolności musi być jednak brany pod uwagę.

M. B.: Jakie są wobec tego te podstawowe prawa?

J. S.: Jest kilka, ale są one tak banalne, że właściwie nie ma po co ich wyliczać, mianowicie: prawo równowagi, prawo kontrastu walorowego, kontrastu kolorystycznego, zgodności elementów, celowości użycia elementów, w zależności od celu, ku któremu dane dzieło zmierza. Trzeba brać pod uwagę, że kryteria pochodzą z dzieła, z którym się pedagog styka, tzn. jeśli student przynosi obraz, ja na niego patrzę i mniej więcej orientuję się, w jakim kierunku ten obraz zmierza i co po drodze mu przeszkadza. Jak się jedzie szosą i są wyboje, doły – to wiadomo, że te wyboje przeszkadzają. Trzeba je skasować, to się pojedzie szybciej i dalej. Te elementy, które zakłócają kierunek temu dziełu, ja muszę wytknąć w czasie korekty. A w wystawianiu stopnia właśnie te elementy, które wymieniłem, wchodzą w grę.

M. B.: Czyli to wszystko jest jednak mocno subiektywne…

J. S.: …te prawa, które wymieniłem są intersubiektywne, będąc wspólną własnością grupy, która ze sobą współpracuje. Są zatem subiektywne, ale częściowo tylko, bo częściowo są obiektywne. Jeżeli rysuje ktoś akt, modelkę, jedną rękę krótką, a drugą długą, to oczywiście moją rzeczą jest to zobaczyć, to jest mój subiektywny wkład, ale prawa anatomii są obiektywne, więc to jest takie balansowanie między obiektywnym a subiektywnym. Muszę mieć węch jak u sędziego śledczego, który wytropi przestępcę. O!

Jacek Sempoliński, rozm. Marcin Bugalski, Profesory powiedzieli. Po co malarstwo?, „AeSPe” Gazeta studentów Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie [nr 1, wiosna 1996] s. 6-7

lato 1956

Wyjazd do Niemieckiej Republiki Demokratycznej w związku z udziałem w wystawie „Junge Generation”.

jesień 1957

Przebywał na stypendium Ministerstwa Kultury i Sztuki we Włoszech. Stamtąd wyjechał prywatnie do Paryża.

Ja także byłem w Paryżu w 1957 roku. Ministerstwo przydzielało wówczas stypendia zagraniczne młodym i ja wybrałem sobie – Włochy. Do Włoch pojechałem z Sienickim, Oberländerem i Dziędziorą, ale skorzystałem z zaproszenia ciotki, która mieszka w Paryżu i z Włoch udałem się do Francji.

Tam, jak wszyscy, natknąłem się na informel. Przeraziło mnie to i odrzuciło. Błąkałem się po paryskich ulicach, samotny, wściekły i zupełnie zagubiony. Uważałem, że jestem „przedmiotowcem”, od krajobrazu, martwej natury – a tu dookoła jakieś haniebne wygłupy, kalki wręcz. […] Wróciłem właściwie zupełnie rozbity. Malarstwo włoskie to była moja ojczyzna – ale przecież nie można być współczesnym malarzem, którego fascynuje Cimabue, Giotto, Tycjan. Bo co niby z tym robić? Wpadłem w próżnię.

Jacek Królak, „Arsenał”… jw.

1958

Ponownie wyjeżdżał do Francji i Włoch.

koniec lat 50.

Poznaje Wiesława Juszczaka – historyka sztuki, z którym pozostanie w związku do końca życia.

1958 - 1961

Współpracował z Zakładami Artystyczno-Badawczymi ASP w Warszawie. Był członkiem zespołu Jerzego Sołtana w konkursie SARP na urbanistykę centrum Woli w Warszawie oraz członkiem zespołu projektującego bar „Wenecja” w Warszawie.

IV 1959

Zadebiutował jako krytyk artystyczny w „Przeglądzie Kulturalnym” (1959-1962), publikował też we „Współczesności” (1959, 1961). Kolejnym powrotem do działalności stricte recenzenckiej była współpraca z „Nowymi Książkami” (po kilka recenzji w latach 1971, 1972 i 1974).

20 VI - 10 VIII 1960

Pierwsza wystawa indywidualna – w Zachęcie, z katalogiem, do którego wstęp napisał Artur Międzyrzecki. Wystawa została omówiona przez takich krytyków, jak Janusz Bogucki, Joanna Guze, Andrzej Osęka, Jerzy Stajuda, Ignacy Witz, Danuta Wróblewska i in.

29 IX - 5 XI 1961

Był jednym z reprezentantów Polski na II Biennale Młodych w Paryżu (obok – w dziale malarstwa – Tadeusza Dominika, Zbigniewa Jaskierskiego, Jacka Sienickiego, Jana Szancenbacha, Jerzego Tchórzewskiego).

25 XI 1961 - 9 I 1962

Uczestniczył w wielkim przeglądzie malarstwa współczesnego z cyklu „Polskie dzieło plastyczne w XV-lecie PRL” w Muzeum Narodowym w Warszawie.

7 V - 1 VI 1962

Pokazał 15 nowych obrazów i 18 akwarel z lat 1961-1962 na wystawie indywidualnej w Galerii Sztuki MDM, Warszawa.

Wystawa w 1963 niemal w całości przeniesiona została do Wiednia, gdzie w Galerie in der Biberstrasse miała miejsce pierwsza wystawa indywidualna artysty za granicą.

1962 - 1965

Pełnił funkcję sekretarza Zarządu Sekcji Malarskiej Okręgu Warszawskiego ZPAP.

4 - 27 I 1966

Duża wystawa indywidualna w Galerii MDM w Warszawie: 44 obrazy olejne i 15 akwarel. Wstęp do katalogu napisał Mieczysław Porębski (tekst został potem przedrukowany w jego „Pożegnaniu z krytyką”). Równolegle w tej samej galerii odbywała się wystawa Jerzego Jarnuszkiewicza.

VII - IX 1966

Zdobył wyróżnienie ZPAP – medal honorowy na III Festiwalu Polskiego Malarstwa Współczesnego w Szczecinie.

1966 - 1969

Wysyłał prace na cykliczne przeglądy sztuki: I i II Festiwal Sztuk Pięknych, Warszawa 1966, 1968; II i III „Porównania”, Sopot 1967, 1969; IV Festiwal Polskiego Malarstwa Współczesnego, Szczecin 1968.

lato 1967

Plener w Ameliówce w Górach Świętokrzyskich, spędzony wspólnie z małżeństwem malarzy, Lucyną Krakowską i Jackiem Antonim Zielińskim.

… w roku 1967 Sempoliński namówił nas na wyjazd w nowe miejsce plenerowe, które sam odkrył poprzedniego lata. Była to Ameliówka.

W linii prostej przesunęliśmy się zaledwie o sześć kilometrów, za Radostową i Ciekoty, a mieliśmy wrażenie, że znajdujemy się w innym świecie. Widoku, jaki rozpościerał się stamtąd na Dolinę Wilkowską, zamkniętą masywem Łysicy, nie zapomnę nigdy. Miejsce ukryte przed ludzkim wzrokiem wśród starych drzew i krzewów, choć położone na zboczu wyniosłego wzgórza, nad przełomem Lubrzanki. Prywatny pensjonat pamiętał czasy przedwojennej świetności. Ponieważ czasy te dawno minęły, panował tam prymityw, jakiego dzisiaj nie zaakceptowałby żaden wczasowicz. Nam jednak zdawało się, że jesteśmy w raju. Zaliczam ten plener do najszczęśliwszych zdarzeń w moim życiu.

Jak dobrze, że nie znaliśmy przyszłości! Następnego roku w tym samym miejscu czuło się już inne zgoła nastroje. Mimo ukrycia przed światem dotarła do nas zarówno wiadomość o samobójczej śmierci rzeźbiarza Henryka Morela, zaszczutego przez SB, jak też o interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. Do Ameliówki nie wróciliśmy nigdy. […]

Latem 1967 w Ameliówce podpatrywałem metodę pracy Sempolińskiego, dziewięć lat starszego ode mnie. Rychło pojąłem, że dla mnie nic z tej metody wyniknąć nie może, dla niego zaś jest ona jedynie możliwa. Jacek zachowywał się jak najbardziej rygorystyczny impresjonista. Może nawet „nadimpresjonista”, bo jednak wiadomo, że Claude Monet powracał do malowanych motywów, a Jacek nie. Wychodził z płótnem „na motyw” o wybranej porze i o starannie wybranym świetle, malował obraz tylko tak długo, jak długo oświetlenie się nie zmieniało, po czym pracę przerywał i już nigdy do tego obrazu nie wracał. Nie zastanawiał się czy jest on skończony, czy nie. Dla niego obraz był skończony właściwie w każdym momencie pracy, bo jedyne kryterium, jakie uznawał, to zrównoważenie elementów pojawiających się w danej chwili na płótnie. Najdziwniejsze, że obrazy, z jakimi wracał z pleneru, nie przypominały ani historycznego malarstwa impresjonistów, ani w sensie przedmiotowym malowanego motywu. Była to zwykle magma świateł, skupiających i rozpraszających się na płótnie zgodnie z rytmem jakichś utajonych energii. Był to świat wyłaniający się z chaosu.

Dla Jacka zasadniczą sprawę stanowiło to, że owe energie czerpał b e z p o ś r e d n i o z natury. Cała reszta, włącznie z podobieństwem obrazu do malowanego motywu, nie interesowała go. A przecież było w tych obrazach także wznoszenie się wzgórz, opadanie łąk i ciepło ziemi, jakby porytej bruzdami albo wyzłoconej łanami żyta. […]

W roku 1967 Sempoliński był już malarzem dojrzałym. Kończył czterdzieści lat. Rok następny stanowił ogólnie znaną cezurę historyczną. Nie chcę trywializować, ale sądzę, że te dwa fakty można uznać także za cezurę w twórczości artysty, choć oczywiście przyczyny psychologiczne są bardziej złożone. W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych malarstwo Sempolińskiego zaczyna się zmieniać radykalnie. Nie jest to zmiana stylu, lecz zmiana sensu. […]

Jacek Antoni Zieliński, Raj utracony, http://www.arkusz.pl/pazdziernik2001/05.htm

IX 1967

Odbył dwutygodniową podróż do Francji i Holandii.

15 XI - 15 XII 1967

Pełnił funkcję komisarza działu polskiego na III Grand Prix International d’Art Contemporain de la Principauté de Monaco. Sam również uczestniczył w tej wystawie.

3 V - 15 VI 1969

Był komisarzem części polskiej na 19 Biennale Internazionale d’Arte Premio del Fiorino we Florencji. Odwiedził z tej okazji Włochy.

6 X - 5 XI 1970

Otrzymał jedną z 2 nagród równorzędnych na wystawie towarzyszącej VIII Konkursowi Chopinowskiemu: „W stronę romantyzmu”, Foyer Filharmonii Narodowej, Warszawa. Był autorem wstępu do katalogu wystawy.

XII 1970 - II 1970

Na retrospektywnej wystawie „Malarstwo w Polsce Ludowej” w Muzeum Narodowym w Warszawie (przeniesionej w II 1971 do Muzeum Narodowego w Poznaniu) pokazany został dyptyk „Kompozycja z organami” z 1960. Artysta po raz pierwszy wystąpił w roli „klasyka współczesności”.

4 - 24 II 1971

Zaprezentował dużą wystawę indywidualną w Zachęcie. Ilustrowany katalog ze wstępem Wiesława Juszczaka obejmował 75 pozycji malarstwa z lat 1968-1970. Oprawę plastyczną ekspozycji zaprojektował Stanisław Zamecznik.

1971

Powrót do Hiszpanii.

Do Hiszpanii pojechałem po określone wartości, to znaczy po sztukę mistyczną. I nie zawiodłem się, a nawet rzeczywistość przeszła moje oczekiwania, aczkolwiek trudno się tam dokopać do istotnych wartości. We Włoszech są one na każdym kroku, w Hiszpanii trzeba się do nich dokopać. Ale ułatwiłem to sobie w ten sposób, że przebywałem głównie w Andaluzji, gdzie wszystko jest na wierzchu. Rewelacją tej podróży było malarstwo Zurbarána, ale przede wszystkim rzeźba kościelna XVI i XVII w., która w Hiszpanii jest doprowadzona do skrajnej ostateczności, do ekshibicji, gdzie makabra rozpadu, męki krwawej, tortur fizycznych łączy się ze skrajnym uduchowieniem. To jest taki mistycyzm, który łączy skrajną cielesność ze skrajnym wyzwoleniem z cielesności.

Więcej w Hiszpanii nie byłem. Ale to żywi mnie do dziś. Po prostu odkryłem tam siebie, wobec tego nie muszę nawet tam jeździć. To co tam zobaczyłem jest jak gdyby we mnie – może to jest złudzenie?

Wywiad udzielony w ramach ankiety „Artyści-plastycy’84-85″, rozm. Ewa Korulska, ok. 1987, mpis w Muzeum ASP

1971

Otrzymał nagrodę ASP za osiągnięcia pedagogiczne.

5 - 8 IV 1972

Na XIII Walnym Zjeździe Delegatów ZPAP w Poznaniu został wybrany członkiem Prezydium Zarządu Głównego Sekcji Malarskiej.

1972

Przeprowadził na uczelni przewód na stopień docenta. Stanowisko to objął z dniem 1 I 1973.

19 - 21 IV 1974

Uczestniczył w XIV Walnym Zjeździe Delegatów ZPAP w Lublinie. Zabierał głos w dyskusji plenarnej.

27 VIII - 17 IX 1975

W ramach obchodów XXX-lecia PRL rozpisano ankietę, w której każdy z 20 zaproszonych krytyków, członków Sekcji Polskiej AICA (Association Internationale des Critiques d’Art), wybierał po 30 najwybitniejszych i najbardziej znaczących, jego zdaniem, indywidualności artystycznych lub dzieł. Następstwem ankiety była wielka wystawa zbiorowa pt. „Krytycy sztuki proponują” w Zachęcie. Malarstwo Sempolińskiego znalazło się w propozycjach Władysławy Jaworskiej i Andrzeja Osęki.

20 X - 30 XI 1975

Obrazy Sempolińskiego były eksponowane na wystawie „Romantyzm i romantyczność w sztuce polskiej XIX i XX wieku”, Zachęta, Warszawa. Na sesji towarzyszącej wystawie artysta wygłosił referat opublikowany pt. „Suwerenna kraina sztuki”.

Wystawa została przeniesiona do Galerii Sztuki Współczesnej BWA, Katowice I-II 1976, a następnie była eksponowana pt. „L’Esprit romantique dans l’art polonais XIXe-XXe siecles” w Grand Palais, Paryż III-VI 1977.

przełom 1975 / 1976

Wziął udział w proteście społecznym przeciw zmianom w konstytucji PRL, podpisując tzw. „List 100”.

Protesty wzbudzało przede wszystkim umieszczenie w tekście konstytucji określenia PRL jako „państwa socjalistycznego”, PZPR jako „przewodniej siły politycznej państwa” oraz zapisu o „przyjaźni i współpracy z ZSRR” – te poprawki, mimo protestów, jakie wzbudziły (wystosowano szereg listów otwartych, petycji itp.), zostały uchwalone przez Sejm 10 II 1976. „List 100” dotyczył innego fragmentu planowanych zmian, mianowicie zapisu, który uzależniał respektowanie przez państwo praw obywatelskich od wywiązywania się obywateli z ich obowiązków. Ta poprawka nie weszła do ostatecznej wersji konstytucji.

Jakub Karpiński, Portrety lat. Polska w odcinkach 1944-1988, Wydawnictwo G.O. „Solidarni”, Warszawa 1989, s. 200, 204

1977

Otrzymał stypendium twórcze przyznane przez Radę Funduszu Rozwoju Twórczości Plastycznej w 1977 roku.

1977

Został członkiem nowo powołanego Kolegium Redakcyjnego „Biuletynu Rady Artystycznej ZPAP”.

koniec 1977

Został laureatem Nagrody im. Jana Cybisa, przyznawanej przez ZPAP.

28 II - 12 III 1978

Odbyła się „Wystawa malarstwa Jacka Sempolińskiego, laureata nagrody im. Jana Cybisa 1977”, Dom Artysty Plastyka, Warszawa.

Najnowsze moje prace zaczęły powstawać mniej więcej 8-9 lat temu [wywiad z ok. 1987 – przyp. red.], wtedy zjawił się pewien okres, motyw czy sposób rozumienia malarstwa. Udało mi się coś takiego zrealizować, co sprawiło, że te kilka lat nabrało pewnego kierunku. Ten kierunek kontynuuję dotychczas, nie wiem, jak długo będę go kontynuował. Mam nadzieję, to znaczy myślę, że jest to kierunek, który będzie długotrwały, będą zachodziły zmiany, ale nie skrajnie odmienne od tego co jest.

Te prace, które maluję od 1977 roku, łączą się z moim bardzo żywym zainteresowaniem pewnymi epokami w historii sztuki, nawet szerzej, w historii kultury. […] Moją epoką jest manieryzm i barok. Śledziłem te zjawiska w różnych krajach, podróżując ale również przeglądając fotografie i reprodukcje, czytając teksty i studia na ten temat publikowane. Ale nie przeciążałem się lekturami teoretycznymi, bo wystarczają mi na ogół same przejawy sztuki, czy to literatury czy plastyki. Jest to epoka, w której w szczególny sposób, inny niż w średniowieczu, doszedł do głosu mistycyzm. […]

Nie usiłuję stylizować, nie usiłuję malować pod Bronzina, Rembrandta, El Greca i innych malarzy tego okresu, który jest mi bliski. Jestem malarzem dzisiejszym, tylko inspiracją duchową przenoszę się w tamte czasy jako taki w z ó r, który nota bene pozwala życie dzisiejsze – już nie tylko sztukę, ale również życie, które biegnie i w którym ja uczestniczę – widzieć w pewien sposób, to znaczy w pewien sposób rozumieć kwestię życia i śmierci, transcendencji itd. […]

U początku tego był taki krótko prowadzony temat pod tytułem „Moc przeznaczenia Verdiego”. Ja jestem melomanem i wielkim miłośnikiem opery oraz, w sposób zupełnie niezgodny z gustami mojej epoki, jestem miłośnikiem opery włoskiej. Nie tylko Purcella, Händla, Debussy’ego i współczesnych kompozytorów, ale również tej opery, która była długi czas pogardzana zarówno przez znawców muzyki, jak i przeciętnych melomanów. Ja jestem miłośnikiem opery włoskiej, mniej więcej wiem dlaczego, ale to już jest inny temat. Opera Verdiego „Moc przeznaczenia” stała się dla mnie w pewnym momencie takim hasłem wywoławczym dla powstania niedużej ilości obrazów, kilku, które zatytułowałem w sposób arbitralny – to znaczy chciałem, żeby one się nazywały „Moc przeznaczenia”, natomiast na ile one są odpowiednikiem tej opery, to mnie już nie obchodziło. […]

Dotyczą te poszukiwania – i to jest łącznik, który scala wszystkie moje okresy i całą moją pracę malarską – dotyczą kwestii formy. Ja przy tej kwestii zawsze odsyłam ciekawych do książki Wiesława Juszczaka pt. „Zasłona w rajskie ptaki”, [w] której jest duży fragment dotyczący istoty formy. Nie chcę wobec tego rozwodzić się nad tym, co ja rozumiem przez formę; z grubsza biorąc – jest to ostateczny cel sztuki. Forma to jest coś takiego, co stoi na granicy świata fizycznego i świata już nie fizycznego, a sztuka ze swojej natury zawsze chce tę granicę przekroczyć lub co najmniej się do niej zbliżyć. Ja usiłuję ją, być może, przekroczyć, co mi niektórzy zarzucają, a niektórzy tym właśnie się zachwycają…

Wywiad udzielony w ramach ankiety „Artyści-plastycy’84-85”, rozm. Ewa Korulska, ok. 1987, mpis w Muzeum ASP

VI - VIII 1978

Udział w wystawie pt. „Formacja artystyczna Arsenał 1955-1977. Malarstwo, grafika, rysunek” w Muzeum Okręgowym w Gorzowie Wielkopolskim.

Wystawa ta zapoczątkowała serię pokazów i działań jej autora, Jacka Antoniego Zielińskiego, wokół upamiętnienia, przywrócenia należnej pozycji w polskiej tradycji artystycznej oraz stworzenia kolekcji muzealnej poświęconej kręgowi „Arsenału”. Jacek Sempoliński uczestniczył też w kolejnych wystawach z tego cyklu:

  • X-XI 1980 „W kręgu Arsenału. Trzecia wystawa monograficzna. Malarstwo”, Muzeum Okręgowe, Gorzów Wielkopolski
  • od 31 I 1989 „Galeria Krąg Arsenału”, Oddział „Spichlerz”, Muzeum Okręgowe, Gorzów Wielkopolski (galeria stała)
  • II 1992 „Krąg Arsenału 1955. Malarstwo, grafika, rysunek z Muzeum Okręgowego w Gorzowie”, Galeria Zachęta, Warszawa (w katalogu tej wystawy znajduje się pełna dokumentacja zarówno wystawy w Arsenale w 1955, jak i wszystkich późniejszych wystaw, dyskusji itp., nawiązujących do jej tradycji).

12 - 29 I 1979

Uczestniczył – obok Jana Berdyszaka, Krystyna Jarnuszkiewicza, Grzegorza Kowalskiego (autora wystawy) w prezentacji pt. „Obiekt / Tekst” w Galerii Repassage 2, kierowanej przez Krzysztofa Junga. Jako autorski komentarz do eksponowanego obrazu przedstawił tekst o cyklu „Moc przeznaczenia”.

od 1979

Wspólnie z Wiesławem Juszczakiem nabywają zabytkową wiejska chałupę w Męćmierzu koło Kazimierza nad Wisłą. Odtąd będą tam spędzać co roku miesiąc wakacji.

IV - V 1980

Uczestniczył w wystawie „75 lat warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Tendencje twórcze pedagogów” w Muzeum Narodowym w Warszawie. Na towarzyszącej wystawie sesji naukowej (2-4 V 1980) wygłosił referat pt. „Malarstwo w ASP w latach 1946-1955”, opublikowany w 1984.

16 i 23 XI 1980

Ofiarował prace na Aukcję ZPAP na rzecz „Solidarności”, odbywającą się w Muzeum Narodowym w Warszawie.

1980

Otrzymał Złotą Odznakę ZPAP – „w uznaniu wkładu pracy społecznej w realizację celów statutowych Związku”.

10 - 12 XII 1981

Uczestniczył w Kongresie Kultury Polskiej, przerwanym przez wprowadzenie stanu wojennego.

…jeszcze parę lat temu, już w stanie wojennym, byłem przekonany, że w Polsce stało się i dzieje się coś bardzo dobrego, istotnego. Coś, co jest nawet przewrotem. Pamiętam nawet dyskusje na forum AICA, na której zebraniach bywam zresztą rzadko, dyskusje na temat bojkotu wystaw. Tam wystąpiłem z płomienną obroną niewystawiania czyli wstrzymania się od wystaw w tym momencie, dlatego, że ta sytuacja w Polsce […] weszła w obręb jakiejś problematyki centralnej, światowej. Że to jest pierwszy za mojego życia moment, w którym, po pierwsze, nikt z nas nie musi niczego doganiać, bo „Solidarność” przegoniła, więc sprzęgnąwszy się z tą falą społeczną jesteśmy wolni. Że temu prawu podległo wielu artystów w Polsce i wycofanie się z tego i wystawianie w Zachęcie będzie wycofaniem się z centrum. Chodziło o pewną strategię. Ale czy wiązanie bezpośrednie biegu sztuki z rozwojem sił społecznych nie jest przypadkiem typową pomyłką określonego światopoglądu? Co prawda wszyscy, odkąd żyjemy w sztuce, mamy gombrowiczowski uraz „niedorastania”, „niedościgania”, „zacofania”… I tutaj zobaczyłem szansę pozbycia się tego urazu, tego kompleksu. Nie poprzez zabiegi, które stosuje Gombrowicz, takiego automodelowania się, sztuczne w gruncie rzeczy – a tutaj w sposób naturalny, bez zabiegów, bez tego, że coś trzeba ośmieszyć, żeby coś osiągnąć itd. można to było zdobyć. Wstrzymanie się od wystaw było zdobyczą cenną; pojawiła się „kumulacja sił”. Tak widziałem sytuację w sztuce polskiej jeszcze parę lat temu…

O słodka Europo, o melancholio!… Wywiad z Jackiem Sempolińskim, 28 IV 1988 [w:] Wiesława Wierzchowska, Sąd nieocenzurowany czyli 23 wywiady z krytykami sztuki, Film i Literatura, Łódź 1989, s. 201-213

– Jak Pan ocenia zjawisko kontaktu Kościoła z artystami?

– Jest to kontakt jednostronny. Kultura przy Kościele powstała wyłącznie jako skutek aktywności, ekspansji środowisk twórczych, Kościół ograniczył się tylko do tego, że udostępnił niektóre miejsca w budynkach kościelnych czy przykościelnych. O prawdziwym kontakcie nie może być mowy, ponieważ Kościół nie występuje z żadnymi propozycjami, nie ma żadnej koncepcji kultury.

Po sławetnym orędziu Pawła VI do artystów i po różnych wypowiedziach obecnego papieża na temat artystów i sztuki, można by oczekiwać, że za słowami pójdą czyny. Te czyny nie idą – to się uwidocznia chociażby w tym, że budowle kościelne wznoszone w Polsce, a wznosi się ich dużo, są wszystkie na koszmarnym poziomie artystycznym. Jeśli obiekt materialny tak istotny dla Kościoła, jakim jest świątynia, przeraża swoim wyglądem i urąga wszystkim kategoriom piękna, to Kościół nie ma nic do powiedzenia na temat piękna. Kościół mógłby tu być mecenasem, ale albo ten mecenat jest nieoświecony, albo Kościół uznaje, że istotą Kościoła jest słowo Boże i cała reszta może nie istnieć. I ja bym się z tym zgodził, pod warunkiem, żeby ta reszta była przezroczysta. Tymczasem ta reszta nie tylko nie jest domeną piękna, ale jest domeną szpetoty. Wkłada się maksymalny wysiłek i dużo pieniędzy, aby to było szpetne. Tak sobie czasem myślę, że jeśli podług doktorów Kościoła i tekstów Bóg to jest prawda, dobro i piękno, to szpetota jest domeną Szatana. Rozumując od tej strony, Kościół został opanowany przez Szatana.

Kontakt artysta-Kościół w naszej rzeczywistości jest sztuce potrzebny, ale niepotrzebny jest Kościołowi. Czyli sztuka może w pewnym momencie, uznawszy, że jest niepotrzebna, odejść, co byłoby dla sztuki niedobre. Obecny związek wynika zarówno ze zbiegu okoliczności, jak z nadziei i potrzeby artystów. Potrzeba artystów nie jest przypadkowa. Potrzeba artystów zwrócenia się ku duchowości jest autentyczna i nie podyktowana okolicznościami politycznymi. Natomiast zbieg w czasie – rozwinięcia, uświadomienia sobie tej potrzeby duchowej środowisk artystycznych i okoliczności politycznych – jest przypadkowym zbiegiem w czasie. Oczywiście, pewne części środowisk twórczych są tu przypadkowe, ale one są niewielkie i nad tym bym się nie zastanawiał, bo one są zawsze, gdy tylko pojawia się jakiś trend czy moda, zjawiają się ludzie niepowołani i często dominują, ale tutaj tak nie jest.

Z tego naszego, polskiego zawikłania stosunków między Kościołem i sztuką wyodrębniłbym pewne instytucje. Taką instytucją jest na pewno Muzeum Archidiecezjalne, które ma program, cały czas wypracowuje go, co jest zasługą księdza Przekazińskiego oraz zespołu, który sobie dobrał. To jest miejsce, o którym można mówić jako o mecenasie, tylko mecenasie bez pieniędzy… Bo nie dostaje żadnych pieniędzy z Kurii, z diecezji, pomimo że jest muzeum diecezjalnym. Muzeum żyje z datków, ze składek społecznych, mimo to wypracowuje bardzo ambitny program i odbyło się tam szereg bardzo znaczących imprez artystycznych. Parafia Miłosierdzia Bożego na Żytniej jest również ośrodkiem kultury o znaczeniu ogólnopolskim, zapewne dzięki księdzu Wojciechowi Ziembińskiemu. Tutaj nastąpiło spotkanie dwóch stron: zarówno ksiądz chce, jak i środowiska artystyczne chcą współpracować.

Wywiad udzielony w ramach ankiety „Artyści-plastycy’84-85”, rozm. Ewa Korulska, ok. 1987, mpis w Muzeum ASP

20 - 30 XI 1982

Wziął udział w jednej z pierwszych wystaw stanu wojennego, odbywających się w kościołach, zgłaszając tym samym akces do ruchu tzw. kultury niezależnej: „Świadectwo obecności” (w ramach VIII Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej), kościół Nawiedzenia NMP, ul. Przyrynek, Warszawa.

Wśród innych wystaw tego ruchu, w których uczestniczył, najważniejsze to:

  • 14-30 VI 1983 „Znak krzyża. Spotkanie ze sztuką towarzyszące pobytowi Ojca Świętego Jana Pawła II w kraju ojczystym” (autorzy: Janusz Bogucki i Nina Smolarz), Parafia Miłosierdzia Bożego, ul. Żytnia, Warszawa
  • V 1984 „Spotkania ze sztuką”, tamże
  • X 1985 „Niebo nowe i ziemia nowa?” (autor Marek Rostworowski), tamże
  • 15-25 IV 1987 „Misterium męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa” (autor Tadeusz Boruta), kościół św. Trójcy, Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, Warszawa
  • 15 XI – 13 XII 1987 „Wszystkie nasze dzienne sprawy” (autor Tadeusz Boruta), krużganki OO. Dominikanów, Kraków
  • 14 X -2 XII 1989 „Labirynt – przestrzeń podziemna” (autorzy: Janusz Bogucki i Nina Smolarz), kościół Wniebowstąpienia Pańskiego, Warszawa-Ursynów

 

Ponadto miał dwie wystawy indywidualne w kościołach: OO. Jezuitów w Toruniu (1986) i OO. Misjonarzy w Bydgoszczy (1987).

Poczynając od wystawy „Natura i odejście” (wspólnej z Janem Dziędziorą i Jackiem Sienickim), w latach 1984-1989 uczestniczył w 7 wystawach zbiorowych i tematycznych Muzeum Archidiecezji Warszawskiej.

22 III 1984

Został kooptowany do Polskiego Komitetu Narodowego AIAP (Association Internationale des Arts Plastiques), wraz z 34 innymi artystami.

I 1986

Podpisał list w obronie więźniów politycznych w Polsce, wystosowany przez ponad 200 sygnatariuszy z kręgów opozycji do uczestników oficjalnego Kongresu Intelektualistów na Rzecz Pokojowej Przyszłości Świata, odbywającego się w Warszawie w ramach obchodów Międzynarodowego Roku Pokoju ONZ.

13 XII 1986

W rocznicę wprowadzenia stanu wojennego i rok po podpisaniu listu w obronie więźniów politycznych (patrz I 1986) prywatny kolekcjoner z Kanady i Kongres Polonii Kanadyjskiej zorganizowali w Toronto wystawę pt. „Sztuka niepokornych”, prezentującą dzieła artystów-sygnatariuszy tego listu.

XII 1986

Otrzymał Nagrodę im. Brata Alberta, przyznawaną przez Chrześcijańskie Stowarzyszenie Społeczne – za wybitne osiągnięcia w dziedzinie sztuki. Współlaureatką była Barbara Zbrożyna.

X 1987

Nie odbyła się, planowana od 18 X, wystawa indywidualna w kościele Nawiedzenia NMP przy ul. Przyrynek w Warszawie. Komentarz artysty: „Wystawa nie odbyła się; wycofałem się z niej (nie bez burzy).”

koniec 1987

Otrzymał Honorową Nagrodę Muzeum Archidiecezji Warszawskiej.

1 IV 1988

Odebrał nominację na profesora nadzwyczajnego sztuk plastycznych.

21 IX 1988

Otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

28 I 1989

Podpisał Deklarację zgłoszenia ZPAP do rejestru stowarzyszeń, będącą pierwszym krokiem do reaktywowania Związku.

8 - 14 I 1990

Podarował prace na wystawę i aukcję dzieł sztuki, zorganizowaną w ramach akcji „Artyści dla Rzeczypospolitej”, Galeria i Teatr Studio, Warszawa

21 XI - 22 XII 1990

Wystawa „Jacek Sempoliński. Miejsce zwane Czaszką” w dolnych salach Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (projekt ekspozycji: Grzegorz Kowalski) była pierwszą większą wystawą indywidualną artysty od 12 lat. Towarzyszył jej katalog ze szczegółową dokumentacją wystaw oraz bibliografią pism artysty.

W I 1991 wystawa została przeniesiona do Galerii Arsenał w Białymstoku. Wystawa pod tym samym tytułem miała też miejsce w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy w I-II 1993.

17 XII 1990 - I 1991

Uczestniczył w wystawie autorstwa Tadeusza Boruty, podsumowującej ruch artystyczny związany w latach 80. z Kościołem – „Cóż po artyście w czasie marnym? Sztuka niezależna lat 80.”, Galeria Zachęta, Warszawa; wystawa przeniesiona do Muzeum Narodowego w Krakowie.

24 VI - 28 VII 1991

Uczestniczył w wystawie Janusza Boguckiego i Niny Smolarz „Epitafium i siedem przestrzeni. Drogi, tradycje, osobliwości życia duchowego w Polsce odbite w lustrze sztuki pod koniec XX wieku”, Galeria Zachęta, Warszawa.

Po raz kolejny (po wystawie tychże autorów „Labirynt – przestrzeń podziemna”) obrazy Sempolińskiego z cyklów „Czaszka”, „Ukrzyżowanie” i in. posłużyły autorom do zbudowania „konstrukcji” pełniących określone role w aranżacji całości wystawy. Artysta przeciw temu nie protestował.

1 XII 1991

Otrzymał tytuł profesora zwyczajnego.

1991 - 1992

Na dwóch wystawach w Galerii Appendix Pawła Sosnowskiego: „Edward Krasiński, Jacek Sempoliński” (18 XII 1991 – 20 I 1992) i „Tomasz Ciecierski, Jacek Sempoliński – malarstwo” (25 IX – 3 XI 1992) doszło do interesujących wizualnie konfrontacji rozwiązań formalnych: przestrzeni w pierwszym, faktury i struktury obrazu w drugim przypadku.

15 II 1993

Otrzymał Złotą Odznakę ZPAP.

III - VI 1993

Niemal jednocześnie eksponowane były w Warszawie dwie duże wystawy indywidualne Jacka Sempolińskiego: malarstwa i rysunku w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej (15 III – 30 IV 1993) oraz malarstwa (w ramach trzech równoczesnych wystaw pod wspólnym tytułem „Malowanie świata”: z Tadeuszem Dominikiem i retrospektywą Zbigniewa Tymoszewskiego) w Galerii Zachęta w Warszawie (10 V – 13 VI 1993).

Malarstwo Jacka Sempolińskiego to zapis artystyczny, dziennik niemal, drogi twórczej i drogi ludzkiej. Oglądając tę wystawę można by powziąć przekonanie, że Sempoliński zna, uprawia jeden tylko aspekt malarstwa. Że tak wygląda jego sztuka, że taki jest jej obraz. Kiedyś Profesor malował inaczej; w szerokiej gamie, jasno, ciepło. Dziś niemal wyłącznie do jednego, ascetycznie ograniczona paleta, pędzel, temat. To zapis zmieniającej się orientacji, konsekwencji wyborów podjętych przed laty i wyborów podejmowanych teraz. To koniec czasu „dzieła” dla czasu „substancji”, końcowa prostota, jak mówi sam artysta. Mamy okazję być świadkami dość we współczesnej sztuce rzadkiej sytuacji, kiedy możemy obserwować twórcę w momencie osiągnięcia własnej artystycznej skończoności, własnego spełnienia lub w chwili moment ten poprzedzającej, w chwili, gdy świadome wypełnienie jest już tak blisko. Pozostaje tylko wdzięczność za to, że artysta zaprosił także nas, widzów do obecności i uczestnictwa w tym ważnym, ale i intymnym czasie.

Ł. M. [Łukasz Modelski], Jacek Sempoliński, „Zachęta” [gazetka] V 1993

koniec 1994

Otrzymał Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki.

20 I - 19 II 1995

Wystawa indywidualna malarstwa i rysunku w Galerii Kordegarda w Warszawie.

21 X 1995

Uczestniczył w wystawie zorganizowanej w 50 rocznicę reaktywowania Okręgu Warszawskiego ZPAP i pierwszej wystawy w 1945, Galeria Ars Longa, Milanówek.

IX - X 1996

Wyjechał w pierwszą od 1971 podróż na Zachód – do północnych Włoch (Wenecja i Veneto).

22 IV 1998

Wygłosił wykład pt. „Niechęć, melancholia” w ramach cyklu „Moja historia sztuki” w Sali Kino/Audytorium Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie.

IX 1998

Ukazał się „Pokaz. Pismo krytyki artystycznej” nr 24, zawierający jeden z najważniejszych tekstów artysty z ostatnich lat – „Zniechęcenie, melancholia”, a także wywiad z nim, przeprowadzony przez Wiesławę Wierzchowską – „Na Titanicu”. Numer ilustrowany jest reprodukcjami jego rysunków.

IV 1999

Podróż na Sycylię.

19 - 26 VI 1999

Wziął udział w wystawie „Pierwszy po Bogu” autorstwa Romana Woźniaka, grupującej artystów związanych dawniej z Repassage’em lub wywodzących się z tzw. Kowalni, tj. wychowanków Pracowni Grzegorza Kowalskiego na Wydziale Rzeźby ASP w Warszawie. Również miejsce wystawy – eksperymentalny Teatr Academia przy ul. Targowej na warszawskiej Pradze – wskazywało na jednoznacznie offowy charakter imprezy. Odtąd artysta dość często uczestniczy w wystawach tego kręgu.

11 XII 1999 - 7 I 2000

W ramach „rozproszonej” (z braku miejsca w Zachęcie) wystawy Elżbiety Dzikowskiej i Wiesławy Wierzchowskiej pt. „Sąd Ostateczny”, prezentował swe prace w towarzystwie Zuzanny Janin i Jerzego Kaliny w Teatrze Academia, ul. Targowa 80, Warszawa.

TAK I TAK

Gwałtowna troska o malarstwo. Przełom tysiącleci przypomniał ludziom, że czas biegnie, coś się kończy, coś – niewiadomego – zaczyna. Wiek dwudziesty toczył się znanymi koleinami, wszystko, czym żyliśmy rozstrzygało się na przełomie XIX i XX wieku i na początku ery „nowoczesności” – awangardy, sztuka abstrakcyjna, rewolucje społeczne, terrory polityczne, łączenie sztuki z komunizmem, erupcje ideologii, nawroty klasycyzmu we Francji wytworzyły tygiel, z którym jakoś sobie poradzono. Sztuka okazała się wytrzymalsza niż tamte niepokoje i zawirowania. Nigdy nie powstało pytanie hamletowskie: być czy też nie być. Hasła o spaleniu muzeów traktowane były na ogół pół żartem – pół serio. Nigdy nie pojawiło się „puste pole”, zawsze jedno było następstwem czegoś poprzedniego, otwierało drogę w przód, wiara w postęp oświetlała wszelkie działania. Nawet generalne zmęczenie postępem w latach trzydziestych było tylko fragmentaryczne i pozbawione rozterek i niepokojów – można było wrócić do uznanych kryteriów, uspokoić nerwy. Podstawy klasyczne jeszcze wówczas były silne: tak zwana dobra sztuka zaświadczona przez Tycjana i Veronesa mogła stanowić dobry grunt. Oczywiście rozpędzona awangarda nie próżnowała, rodziła coraz to nowe mutacje i sprawiła, że strumień twórczości rozpękł się na dwie połowy: nowoczesną i klasyczną. Obie jednak współistniały harmonijnie, bo obie miały zahaczenia w historii – jedna w nauce geometrii (łącznie z teorią czasoprzestrzeni), druga w zmysłowej właściwości postrzegania. Pewnym novum była abstrakcja informelu po drugiej wojnie światowej, która pragnęła łączyć ogień z wodą: zmysłowość ze spekulacją. Wszystko jednak obracało się w kręgu konstrukcji, tylko jedni rozumieli ją tak, drudzy inaczej. Nigdy nie podważono sensu generalnego, wiara w sztukę była zbyt żarliwa. Szerokie gremia artystów miały więc spokój – mogły wybierać spośród logicznie zbudowanych zasad, wybierać tendencje odpowiadające jednostkowym potrzebom. Kłótnie dotyczyły w gruncie rzeczy szczegółów. W naszej wschodniej Europie poważnym mankamentem było aprioryczne wprowadzenie ideologii, terror polityczny, ale, wraz z krytycyzmem ustrojowym, dość szybko przezwyciężony. Napięcia powstawały niejako wewnątrz spraw sztuki i nikt nie zauważał, że ciągle, jakby krecią robotą rządzone, pytanie o sens generalny nabiera siły. Wyizolowanie sztuki, jej samowystarczalność, podejrzana próżnia wokół, niby nękająca w chwilach osłabień energii, odsuwane były na marginesy. Praktyka dnia nie pozwalała przyjrzeniu się prawdzie. Praktyka zamykała się wewnątrz sztuki.

Oczywiście nie sama izolacja doświadczeń i działań artystów jest przyczyną obecnego niepokoju, przez niektórych rozumianego jako katastrofa. Przyczyna niekoniecznie rysuje się w opozycji: sztuka i to, co na zewnątrz – nad tym można by po dawnemu przejść do porządku – ona tkwi, paradoksalnie, w samym sercu sztuki. Sztuka, zaprzątnięta sobą, czyli produkcją bytów estetycznych, jakby zapomniała, w owym rozpadzie, o tym, czym jest w istocie. Nastąpiło zagadkowe oddzielenie sztuki od jej źródeł; słowo sztuka wyczerpało wszelkie rozumienie i namysł o tym, jak wszystko się ma do podstawowej kategorii twórczości. Tę kategorię często łączono z kategorią sztuki jako konieczny dodatek. Zapomniano, że jest odwrotnie: energia twórcza to rzecz pierwsza, produkty (czyli dzieła) to następstwo. Odwrócono porządek. W tym odwróconym wygodniej się poruszać: kontynuować spory artystyczne, produkować dzieła. A to, że stają się one martwe mało obchodziło. I dziś chętnie widzimy kryzys jako ruch wewnątrz tendencji – upadek malarstwa jako spowodowany dynamiką instalacji. Dwa słowa: malarstwo i instalacja rozogniają opinie. Jakby zapomniano, że istnieje człowiek – on jest niewyczerpywalny. Zagrożenie malarstwa nie tkwi w instalacji, lecz w nim samym. Wygodnie przysnęło. I coś młodego, silnego je niszczy. To fetysz nazw, przywiązanie, że treści zawierają się w tendencjach i kierunkach, nie w ludziach. Malarstwo może, samo w sobie, być martwe, instalacja – też. Jesteśmy świadkami tej martwoty. Hurtowa produkcja na obu polach niweczy wszelki sens. Ale i nie niweczy- jak mogą być obrazy martwe i żywe, tak i instalacje. Są takie i takie.

Sprawa zasadza się w generalnym niepokoju człowieka – on był zawsze niespokojny, ale dziś niepokój stał się niejako emblematem. Pewnie są podstawy: wojny, rzezie, terrory, cyniczne gry, masowość – owa magiczna wielka liczba, odczłowieczenie. Coś z boku się przygląda, czymś niecierpliwi. Osobiście uważam, że twórczość artystyczna – owa sztuka – w czasach dzisiejszego chaosu zachowuje się heroicznie: nie jak literatura, która ten chaos opisuje, krytykuje sama sadowiąc się na fotelu sędziego (Miłosz, Herbert, Różewicz), ale odważnie wstępując w jego odmęt. Ma odwagę być podsądnym. Bierze na siebie całą anatemę, jaką człowiek obciąża siebie samego. Kto chce dowiedzieć się jak wygląda kryzys niech czyta wiersze, kto chce go „zobaczyć” – niech patrzy. Wszystko jedno na co, na obrazy, instalacje; niech idzie do teatru na spektakle Lupy czy Warlikowskiego, obejrzy ostatni film Bergmana, niech przypomni sobie Pasoliniego. Wiele z tego, na co narzekamy to rzeczy „obłaskawione”, naznaczone morderczym stygmatem standardu, w całości jednak rysuje się coś ostrego: pierwotny niepokój. Według mnie jest on zbawczy, jak wszystko, co pierwotne i niepokojące. Przyznać się.

Kimś jestem, czegoś żądam, czegoś nie mogę. Jestem gdzieś w głębi, moje czyny są ślepe. Rewindykacja idyllicznej przeszłości na nic się nie zda, sprawy zaszły za daleko. Gatunkiem jestem czy osobą? Spółkuję intymnie czy publicznie, umieram pojedynczo czy hurtowo? Pytanie: malarstwo czy instalacja czy nie rozśmiesza do łez? Na pewno jest wtórne wobec pytania kim jestem.


Jacek Sempoliński, Tak i tak, „Biuletyn Informacyjny Zarządu Głównego ZPAP” 2000 nr 2 s. 34-37

IV - V 2000

Autokarowy objazd po Belgii i Holandii (trasa: Antwerpia, Brugia, Gandawa, Bruksela, Haga, Haarlem, Amsterdam, Utrecht).

25 - 29 XI 2000

Uczestniczył w wystawie Grzegorza Kowalskiego pt. „Sexxx”, w części odbywającej się w pracowni Katarzyny Górnej i Katarzyny Kozyry, ul. Inżynierska, Warszawa (druga część wystawy miała miejsce w Teatrze Academia, ul. Targowa).

18 VI 2001

Emisja programu z cyklu „Rozmowy na nowy wiek” Katarzyny Janowskiej i Piotra Mucharskiego z udziałem Jacka Sempolińskiego (program I TVP). Zapis rozmowy ukazał się w końcu tego roku w książce: Rozmowy na nowy wiek, tom I, Wyd. Znak, Kraków 2001.

IX 2001

Podróż zagraniczna: przez północne Włochy do południowej Francji (Prowansja, Langwedocja, Burgundia).

23 - 25 XI 2001

Udział w wystawie autorstwa Grzegorza Kowalskiego „Co widzi trupa wyszklona źrenica?” [edycja 1], Teatr Academia, ul. Stalowa, Warszawa.

Druga edycja wystawy pod tym tytułem odbyła się w tym samym miejscu 11-14 IV 2002, trzecią planowano na IX 2002 w salach Galerii Zachęta, równolegle z wystawą indywidualną Jacka Sempolińskiego.

Patrz IX 2002

28 XI 2001

Uczestniczył w Teatrze Małym w promocji książki Katarzyny Janowskiej i Piotra Mucharskiego, „Rozmowy na nowy wiek”, tom I, Wyd. Znak, Kraków 2001. Promocja zaaranżowana była w formie „Sądu nad współczesnym Polakiem”. Rolę przewodniczącego sądu pełnił prof. Andrzej Zoll, prokuratora – o. Jan Andrzej Kłoczowski OP, obrońcy – Krzysztof Piesiewicz. Sempoliński, wraz z innymi bohaterami „Rozmów”, to „świadkowie, biegli i przysięgli”.

przełom 2001 / 2002

Wyszła drukiem antologia tekstów: „Jacek Sempoliński, Władztwo i służba. Myśli o sztuce. Wybór”, opracowanie, wprowadzenie Małgorzata Kitowska-Łysiak (Wydawnictwo-Drukarnia L-Print, Lublin 2001)

Promocja książki miała miejsce 22 IV 2002 w Zachęcie, w obecności artysty, redaktorki, dr Elżbiety Grabskiej, która wygłosiła prelekcję, i licznych zaproszonych. Odbyła się dyskusja.

IV - V 2002

Dwutygodniowa wycieczka po Włoszech środkowych: Rzym, Toskania, Umbria.

IX 2002

Równocześnie w Galerii Zachęta w Warszawie obyły się dwie wystawy, na których prezentowano prace Jacka Sempolińskiego:

Wystawa indywidualna „A me stesso” (9 IX – 20 X 2002), która w zmienionym układzie była następnie eksponowana w Muzeum Narodowym w Poznaniu (1 XII 2002 – 12 I 2003)
oraz

„Co widzi Trupa wyszklona źrenica” (9 IX – 27 X 2002) prezentowana następnie w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy (IV – V 2003)

Skoro więc ryzyko dużej wystawy podejmuję, chciałbym, by była ona zrobiona według tego, jak ostatnio rozumiem moja twórczość, kiedy spoglądam wstecz. Zależało mi na malarstwie. Ale dyktatura plastyczności jako takiej była mi tak dalece obca, że odcinała mnie od wszelkich ruchów w sztuce, mających „rozwój” języka na celu. Mam życie poświęcać szukaniu rozwiązań artystycznych? Nie. Skarb życia mam jeden, niezależnie jak ciężki do uniesienia, nic nie może się z nim równać. Jest w tym paradoks, bo przecież nic innego nie robiłem, tylko malowałem. Zawsze jednak czułem, że zależy mi na czym innym i temu „innemu” podlegać muszą wszystkie moje ruchy jako malarza. (…) Prace z ostatnich dwóch-trzech lat są główna częścią wystawy, bo uważam je za najważniejsze. Jeśli czasem myślę, że coś mi się udało, to właśnie to. Razem z niedoskonałością. DO tych obrazów i rysunków dobrane są dawniejsze, takie, w których pojawia się jakiś ton antycypujący jakieś złudzenie. Zamierzam w Zachęcie te właśnie akcenty dawnych płócien przywołać. Razem z prostodusznymi złudzeniami młodości i ich, by tak rzec, niewinnością. Zamierzam w Zachęcie uczynić nie pokaz malarstwa, a coś w rodzaju opowieści czy wyznania. Opowieści o życiu i ułudach sztuki.

Jacek Sempoliński, Wstęp, [w:] A me stesso. Jacek Sempoliński, Zachęta, Warszawa 2002, s. 7-8

Na wystawie „Co widzi trupa wyszklona źrenica”, która odbywa się w warszawskiej Zachęcie, jej autor i zarazem uczestnik rzeźbiarz Grzegorz Kowalski zgromadził prace współczesnych artystów mówiące o śmierci. Jednocześnie w tej samej Galerii odbywa się wielka wystawa malarstwa Jacka Sempolińskiego. To zestawienie nieprzypadkowe. Ten 75-letni malarz, klasyk polskiej nowoczesności od dawna krąży wokół tematu przemijania. „Martwa natura z zegarem” z 1955 roku to przecież klasyczne vanitas. Metaforyczne obrazy z lat 70 i 80. Z cyklu „Czaszka” mówią o Golgocie. Od końca lat 90. Artysta maluje i rysuje ciało „Ukrzyżowanego” – ekspresjonistycznie potraktowane i obsesyjnie powielane. Tytuł wystawy sąsiadującej z monografią „Sempolińskiego” to cytat ze Słowackiego (z jednej z wersji „Króla-Ducha”). W jej wszystkich edycjach – w tej chwili w Zachęcie odbywa się trzeci etap wystawy, dwa poprzednie miały miejsce w teatrze Academia na warszawskiej Pradze – wzięło udział 37 artystów, w tym Sempoliński.

Dorota Jarecka, Sztuk i śmierć, „Gazeta Wyborcza” 26 X 2002, s. 12

24 - 26 X 2002

Udział w seminarium metodologicznym organizowanym przez prof. Marię Poprzęcką i Stowarzyszeni Historyków Sztuki pt. „Twarzą w twarz z obrazem”, na którym Sempoliński odczytał wybrane fragmenty pisanego od kilku lat dziennika.

25 X - 19 XI 2002

Udział w wystawie zbiorowej „Znaki mojego czasu” w Galerii „Aula” w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie

15 VIII - 30 IX 2003

Udział w wystawie zbiorowej „Salon letni 2003. Powrót Akademii” w Muzeum Nadwiślańskim w Kazimierzu Dolnym. Wystawa powracała do tradycji plenerów profesorów i studentów ASP w Warszawie które odbywała się w Kazimierzu od czasów przedwojennych.

III 2003

Za tekst „Zwątpienie” opublikowany w grudnia 2001 roku na łamach „Tygodnika Powszechnego” „Res Publika Nowa” przyznała Jackowi Sempolińskiemu doroczną nagrodę za najlepszy esej.

7 IV - 30 IV 2003

Udział w wystawie „Wielki tydzień” w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie

IV 2004

Jacek Sempoliński został uhonorowany Nagrodą im. Kazimierza Ostrowskiego przyznawaną przez Związek Polskich Artystów Plastyków Okręgu Gdańskiego „w uznaniu wybitnych zasług w dziedzinie malarstwa i poruszającej refleksji nad istotą sztuki”.

17 VI - 8 VIII 2004

Udział w wystawie zbiorowej „Laureaci nagrody im. Jana Cybisa”, w Galerii Centrum Sztuki Galerii El w Elblągu

18 IX - 24 X 2004

Udział w wstawie zbiorowej organizowane z okazji 100-lecia Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie „Powinność i bunt. Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie 1944-2004” w Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki

14 - 16 X 2004

Udział w sesji naukowej Stowarzyszenia Historyków Sztuki „Polskie szkolnictwo artystyczne. Dzieje – teoria – praktyka”, odbywającej się z okazji stulecia Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jacek Sempoliński wygłosił referat pt. „Po co i jak”.

X 2004

Rozpoczął prowadzenie zajęć dydaktycznych z rysunku i malarstwa w Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi, prowadził je do 30 września 2009 roku

15 XII 2004 - 14 I 2005

Udział w wystawie zbiorowej „Klasycy II”, Galeria Aula, Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie

20 XII 2004 - 31 V 2005

Udział w wystawie zbiorowej „Mistrzowie malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie 1904 – 2004” zorganizowanej z okazji 100-lecia szkoły w Muzeum Narodowym w Warszawie.

20 VI - 25 X 2005

Udział w wystawie zbiorowej „Pamięć i uczestnictwo”, Muzeum Narodowe w Gdańsku. Oddział Sztuki Współczesnej – Pałac Opatów w Oliwie

27 IV - 12 V 2006

Wystawa indywidualna „Jacek Sempoliński. Wystawa rysunków” w Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi

22 VI - 29 VII 2006

Wystawa indywidulana „Jacek Sempoliński. Obrazy z lat 1966-2006” w Galerii Art New Media w Warszawie

20 III - 26 IV 2006

Wystawa indywidulana „Cava di pietre, cranio” w Galerii Studio w Warszawie.

25 V - 23 VI 2006

Wystawa indywidualna Jacka Sempolińskiego w Galerii Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie

XII 2006 - II 2007

Udział w wystawie zbiorowej „Obrazowanie” w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia”

15 XII 2006 - 18 II 2007

Udział w wystawie zbiorowej „Malarstwo polskie XXI wieku” w Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki

IX 2007

Uhonorowany Nagrodą Samorządu Województwa Mazowieckiego im. Cypriana Kamila Norwida, za „wystawę „Cava di pietre, cranio” zorganizowaną przez Galerię Studio w Warszawie

19 XII 2007 - 23 I 2008

Udział w wystawie zbiorowej prac z kolekcji Krzysztofa Musiała „Zapisy przemian – figuracje”, Galeria a TAK, Warszawa

9 - 24 X 2008

Udział w wystawie zbiorowej „100 % malarstwa” organizowanej z okazji 60-lecia Wydziału Malarstwa ASP w Warszawie, budynek Wydziału Malarstwa, ASP w Warszawie.
Wystawa pokazywana następnie w zmienionej wersji w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej Elektrownia, Radom (VII – VIII 2009)

10 IV - 5 V 2008

Wystawa indywidulana „Jacek Sempoliński. Obrazy najnowsze” w Galerii Art New Media w Warszawie

27 II - 29 III 2009

Udział w wystawie zbiorowej „Aktualny obraz. 60 lat Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie”, Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarnia, Warszawa

6 IV - 14 VI 2009

Prace artysty były prezentowane w ramach wystawy „Inwazja dźwięku” w Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie

XI - XII 2009

Wystawa indywidulana „Jacek Sempoliński” w Galerii Sztuki Sceny Plastycznej KUL w Lublinie

23 X 2009 - 31 I 2010

Wystawa indywidulana „Jacek Sempoliński – malarstwo. Laureaci nagrody im. Jana Cybisa” w Muzeum Śląska opolskiego w Opolu

14 V - 14 VI 2010

Udział w wystawie „Fijałkowski/ Gierowski/ Sempoliński. Nowe obrazy” w Galerii Art New Media w Warszawie

13 IX - 29 X 2011

Wystawa indywidualna „Jacek Sempoliński, Ręka farbiarza” w Miejskiej Galerii Sztuki w Łodzi. Ostatnia obszerna prezentacja artysty powstała z jego udziałem, prezentująca prace z ostatniego okresu twórczości.

Dziś oglądamy inne obrazy. Białe, prawie nieskalane, o widocznym grubym splocie płótna. Na jaśniejącej bieli mocno kreślone linie. Kreślone jednym ruchem. Jednym pociągnięciem pędzla, na ile starczy farby, która to ocieka, to jej resztki wcierane są siłą. Owe linie – co jest zupełną nowością malarstwa Sempolińskiego – są czytelnymi znakami. Te znaki to litery i cyfry. Litery łacińskie i hebrajskie. Cyfry arabskie. Bardziej lub mniej wyraźne, ale rozpoznawalne.

Jacek Sempoliński, uparcie, samotnie „podążając korytem rzeki wstecz”, dokonuje zwrotu. Nie by podążać z jej nurtem, lecz by przedzierać się przeciw innemu prądowi. Jego „niemy krzyk” ulega artykulacji. Artkulacji podstawowej. Chciałby się rzec z elementarza wziętej: litery i cyfry. Wyraziście wybijają się wśród nich powtarzane, duże, zamaszyste cztery cyfry: 1927. To 1927 – data urodzin artysty. „Cyfra, z której ześlizguje się wyobraźnia” (Cz. Miłosz.)
Przemieniając swoja sztukę, Jacek Sempoliński dołącza tu do _ nie tak licznego – grona artystów różnych wieków, których twórczość w późnych latach nie tylko trwa, lecz się wzmaga. Ich życie, owocujące pełnią w starości w późnych latach nie tylko trwa, lecz się wzmaga.

Maria Poprzęcka, Pod prąd czasu, [w:] Jacek Sempoliński. Ręka Farbiarza, Łódź 2011, s. 13

XII 2011

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego uhonorował Jacka Sempolińskiego Złotym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Nagrodę wręczono artyście podczas trwania wystawy „Sztuka wszędzie. Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie 1904-1944” w Zachęcie 28 sierpnia 2012 roku

31 III - 27 V 2012

Wystawa indywidualna „Jacek Sempoliński. Na skrzyżowaniu z Kazimierzem” w Muzeum Nadwiślańskim w Kazimierzu Dolnym

Wspomniano już, że w twórczości Sempolińskiego motywy kazimierskie nie istnieją, sam to potwierdził pisząc, że „sam Kazimierz nie podniecał mnie malarsko”. Ale to właśnie w Kazimierzu znalazł coś, co stało się na lata jednym z najważniejszych wątków jego twórczości. Jest nim niekończący się cykl Ukrzyżowań, a ich inspiracją dla nich, nie jedyną wprawdzie, ale najistotniejszą jest Ukrzyzowanie spod kościoła św. Anny w Kazimierzu.(…) Nie wiadomo, kiedy Sempoliński tę rzexbe odkrył, zapewne dawno temu. Siła tego spotkania musiała być ogromna, skoro do dziś artysta do niej wraca.

Waldemar Odorowski, Na skrzyżowaniu z Kazimierzem…, [w:], Jacek Sempoliński. Na skrzyżowaniu z Kazimierzem, s. 25-26

VIII 2012

Ostatnia indywidualna wystawa „Jacek Sempoliński: Cofnąłem się do początku…” w Galerii Browarna w Łowiczu. Na wystawie prezentowano prace powstałe podczas ostatniego wakacyjnego pobytu artysty w Nieborowie.

30 VIII 2012

Jacek Sempoliński zmarł w Łowiczu. Pochowany został w Katakumbach na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

opracowała Maryla Sitkowska 
uzupełniła Agnieszka Szewczyk

This site is registered on wpml.org as a development site. Switch to a production site key to remove this banner.