Sempoliński malował te same „tematy”, studiując i powtarzając je wielokrotnie: krajobrazy (z miejsc, które odwiedzał: Mochnaczki, Męćmierza czy Kamiannej), czaszkę, twarz, ukrzyżowanie, tworząc malarskie serie „o sobie samym”. Gdyż „twórczość – jak to ujął Jacek Waltoś – pojmował zapewne tak, jak utrwalona została ona na płótnach i papierach – jako moje, jedno i niepowtarzalne istnienie”. O tych abstrakcyjnych przecież, ekstremalnych, niepełnych, bo okaleczonych obrazach napisano bardzo wiele i każda interpretacja przybliża nas do fenomenu malarstwa Sempolińskiego. Jego malarska wypowiedź jest totalna, wszechogarniająca, pozornie kusi otchłanią, a obrazy patrzą na nas znad otchłani. Podziurawione płótna, gwałtownie pokreślone ich powierzchnie, niemal dalekowschodnio uproszczone gesty przyciągają naszą uwagę, nasz wzrok, wręcz przykuwają, zamieniając się z nami miejscami.
Wystawa Jacek Sempoliński. Obrazy patrzące przygotowana przez Muzeum Manggha prezentuje ponad sto dziesięć obrazów i rysunków z lat 1958–2011. To także kolejna – po prezentacjach Andrzeja Wróblewskiego, Andrzeja Wajdy i Grupy WPROST – próba przedstawienia fenomenów sztuki polskiej XX wieku. Obrazy Sempolińskiego patrzą, „każda bowiem płótna drobina Cię widzi, a Ty musisz swe życie odmienić”.
Relacja zdjęciowa z wystawy

Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, Kraków





